KLĘCZY CISZA NIEZMĄCONA
by
Michael Tequila
Smashwords Edition
* * * * *
Published on Smashwords by:
© 2010 by Michał Edward Wrzesiński
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.
Website: www.michaeltequila.com
Email: michaeltequila@michaeltequila
Telefon: (61-08) 82 64 83 38 (Australia)
ISBN 83-88487-33-7
Adelajda, listopad 2010
All rights reserved. Without limiting the rights under copyright reserved above, no part of this publication may be reproduced, stored in or introduced into a retrieval system, or transmitted, in any form, or by any means (electronic, mechanical, photocopying, recording, or otherwise) without the prior written permission of both the copyright owner and the above publisher of this book.
Smashwords Edition License Notes
This ebook is licensed for your personal use only. This ebook may not be re-sold or given away to other people. If you would like to share this book with another person, please purchase an additional copy for each person you share it with. If you are reading this book and did not purchase it, or it was not purchased for your use only, then you should return to Smashwords.com and purchase your own copy. Thank you for respecting the author’s work.
* * * * *
Od autora
Moje zainteresowania poezją w szczególnej mierze ukształtowały przeżycia osobiste i Australia, gdzie mieszkałem prawie 12 lat. To wyjątkowy kraj, wyjątkowy kontynent. Dla mnie jest ucieleśnieniem przestrzeni, nieskończonej przestrzeni oraz ciszy. Australia jest upalna, nostalgiczna, pastelowa, stara. Jest również zielona, kolorowa, potrafi też być przejmująco zimna.
Największym przeżyciem w moim życiu była pięciomiesięczna podróż po Australii, samochodem z przyczepą kempingową. Objęła ona stany Południowej Australii, Zachodniej Australii, Wiktorii i Tasmanii. Łącznie około 20.000 km.
W drodze do Australii Zachodniej w Nullarbor (słowo to oznacza bezdrzewną pustynię) robiłem „objazd” kamerą video, okrąg 360 stopni. Wokół pustka, teren całkowicie płaski, pokryty bardzo niskimi krzewami, buszem australijskim aż po horyzont. Tylko w jednym, jedynym miejscu, w odległości kilku kilometrów dojrzałem pojedyncze, samotne drzewko, nawet nie drzewo. Zbliżało się wtedy ku wieczorowi. Było bardzo ciepło. Zachwycające kolory nieba, człowiek sam ma sam z sobą, przestrzenią, rozgrzaną ziemią i ciszą. Przyszło mi wtedy na myśl, że tutaj nawet największy bezbożnik zacznie wierzyć w Boga. Poczuje i zrozumie własną małość i otaczające go piękno. Zrozumie, że on się nie liczy. Było to głębokie przeżycie, pozytywne i w jakiś szczególny sposób zniewalające. W takim momencie człowiek staje się poetą.
Pisząc wiersz piszę często o czymś, czego naprawdę nie pojmuję, lecz co mnie nurtuje. To śmieszne, ale nauka niewiele pomogła mi zrozumieć. Jest użyteczna w sensie zgromadzenia pewnej wiedzy, tak, ale nie mądrości. Do tego dochodzi się samemu popełniając niekiedy fatalne błędy i ponosząc ich konsekwencje.
Moja poezja to błądzenie w poszukiwaniu prawdy, piękna i uspokojenia.
* * * * *
Spis treści
Klęczy cisza niezmącona
Odwieczne przemienienie
Przebaczenie dnia
Cape Jervis
Kim jesteś Panie?
Wiatr-figlarz
Bunyeroo Gorge
Widok na Arkaba Range
Z kobietą sam na sam
Rozwierasz dłonie
Sen
Kalgoorlie
Dwa światy
Leśne przywidzenia
Świeżym porankiem
Gdzie są olszyny nadbrzeżne?
Współczesność
Groty Ngilgi w Yallingup
Król drzew
Burza nad lasami
Żyję zaprzeczeniem
Szalony wiatr
Czas
W gwiazdy patrzę
Modlitwa lasu
Podwórze w deszczu
Gdzie Gondwany
Obraz z górami Grampians
Jadzi P.
Ballada o bohaterze
To tylko słowa
Chwytanie piękna
Do czego wracam
Chciałbym miłość spotkać
Medytacje poety
Człowiek zapomniany
Jezioro w kraterze
Pragnienia
Czymżesz ty jesteś
Pory roku
Ja tylko pragnę
Ku Chrystusowi
W zagłębieniu dłoni
Następca apostołów
Miłość wybiegła muzyką wesela
* * * * *
Klęczy cisza niezmącona
Strumieni wieczności utartą drogą
burze dziejów idą wulkanów pożogą,
cierpliwość czasu krople przesącza
i z nich buduje oazę słońca.
Stoję w pokorze, zadumany
nad pokalaniem skalnej ściany;
wąwóz rozpłatał ją w dwa piony,
wstyd skał obnażył rozpalonych.
Klęczy cisza niezmącona,
czerwonych wzgórz cierpliwa żona,
pełna pokory, lecz bez lęku,
karmi się każdą kroplą dźwięku.
Klęczy samotna i bez końca,
wzrusza cieniami wstającego słońca,
czasem zapomni się w przestworzu
i pieści wiatrem wydartym morzu.
Red Centre, 1995
Odwieczne przemienienie
Słońce po dnia obchodzie zstępuje z zenitu,
ocean oczy razi pękami ogników
i tonie ogniste koło rzucając promienie:
majestatyczne, odwieczne, wieczorne przemienienie.
Kiedy jasność w sen cichy powoli zapada
i w chmur ciepłej pierzynie kryje się mew gromada,
woda tak dziwnie szemrze. Czy to senne marzenie?
To ocean rozmawia z Bogiem, to ciche rozmodlenie.
Morphett Vale, 1996
•
Przebaczenie dnia
W przepastnej nocy rozpadlinie
sen majakami opornie płynie,
przez skały myśli się przeciska
i świadomością co raz błyska.
Wspomnienie zdarzeń sen wypłasza,
śle od Annasza do Kajfasza,
od pragnień tego, co niespełnione
do żalu po tym, co poronione.
W tumanach cieni jaźni bryzgi
do bogów nocy ślą umizgi
prosząc o senne pokrzepienie;
o nocy, dnia bądź przebaczeniem!
Morphett Vale, 16 czerwca 1996
Cape Jervis
Chmurnych kłębów ciemna czasza,
pod nią deszczu skośne smugi,
światło słońca wnet przygasza,
tunel tworzy mroczny, długi.
W deszczu wzgórze się ukrywa,
lecz przy drodze skałą łamie,
pejzaż w dali się rozmywa,
zieleń chowa w kropel bramie.
Nagły błysk po lewej stronie,
w oczy kłuje skier tysiące,
chmurę w rozpalone dłonie
chwyta słońce gorejące.
Błysk miliardy kropel łamie,
zieleń lasu blask rozjaśnia,
w mroku chmury, w deszczu ramie
tęcza złudzeń z drzew wyrasta.
Wiatr welony deszczu strząsa,
miesza światła z wód mgławicą,
wpina w nią drobiny słońca,
wyolbrzymia krasne lico.
Półwysep Fleurieu, 3 sierpnia 1996
•
Kim jesteś Panie?
Nieskończonością jesteś niepojętą,
wszechświat jednoczysz wolą rozpiętą,
życie obdarzasz czarowną urodą,
losy naznaczasz kochania przygodą.
Tyś tym, co burze przetacza z łoskotem,
wiedzą, co było i co będzie potem,
Ty jesteś ciszą, co tworzy przestrzenie,
w Tobie myśl żyje, pulsowanie drzemie.
Choćbym się oddał na stos całopalny
Ciebie nie pojmę, boś niepoznawalny.
W sercu zachwycam się Tobą, o Panie,
bo Tyś jest prawdą, jam jest zakłamaniem.
Morphett Vale, 30 września 1996
•
Wiatr-figlarz
Wiatr-figlarz wyjrzał zza chmury,
na plażowiczów popatrzył z góry,
zakamarki nagich ciał pieści,
pieśń miłości do ucha szeleści.
Młodzieńcom studzi rozpalone głowy,
u nóg się łasi jak kot domowy,
sukienki dziewczynom podwiewa;
śmieją się, ich to nie gniewa.
Świeżego jodu rozpyla drobinki,
chłodzi ciałko spieczonej dziecinki,
krzyki roznosi na rączych skrzydłach,
płaszcze rozwiewa w cudaczne straszydła.
Jachtom żagle wydyma jak banie,
kiedy ma chęć; bo kiedy ustanie,
czai się cicho w fal zakamarkach
ducha przestworzy siła płuc szparka.
Ruchome piaski zbija w poduchy,
roślinom grząskiej dodaje otuchy,
sprzątacza wydm pełni honory,
pyłów wynosi tysięczne wory.
Czasem nieświadom zło wielkie czyni,
gdy sypkie piaski niesie z pustyni,
w szarobrązowe płachty je zwiewa;
zielenie plami bura ulewa.
Hawker, 4 października 1996
•
Bunyeroo Gorge
Bloki kamienia pną się ostrym skosem,
wulkaniczny powalił je cios;
nie ma ucieczki przez wszechmocnym losem,
co skały łamie jak wiatr zboża kłos.
Drąży materię duch nieokiełznany,
krople skalne rozkruszają ściany,
rzeki korytarz odlewają z głazów,
cierpliwością epok, czasem bez wyrazu.
Eukaliptus, heros wspaniały,
soki życia czerpie z bezlitosnej skały;
natura drzewa martwotę wypiera,
uporem łamie, korzeniem rozdziera.
Nad grań wyniosłą jak dzika kozica
akacja się wspięła; jej liściaste lica
żółtością barwione podmuch wiatru mieni:
kwiat symbolem słońca palących promieni.
Hawker, 7 października 1996
•
Widok na Arkaba Range
Żółtość wzgórz brązem się staje,
niebieskość szczytów zachodzi granatem,
ciemnieją, by złączyć się z sobą,
czarny brat z czarnym bratem.
Góra-stożek, co w dół schodzi
deszczem w smugi posiekana,
święte kształty myśl przywodzi,
tę zwą Mini Fudżijama.
I choć to tylko złudzenie,
Japonii osłaniają ją cienie.
Biała papuga nadlatuje z lewa,
siada na gałąź uschniętego drzewa,
krzykiem je zbudzić chce ptak śmiały;
milczy uparcie pień zmatowiały.
Ciepły wieczór odmienia gór dźwięki,
śpiew ptaków przechodzi w cykad piosenki.
Hawker, 8 października 1996
•
Z kobietą sam na sam
Gdyś jest z kobietą sam na sam,
nie spijaj jej na umór,
kieliszkiem poczęstuj, małym, dla dam,
łatwiej wtedy o humor.
Rozmową wdzięczną nawiąż do cnót
ciała, co są jej przemiłe
i nie bój się, że łżesz jak z nut;
kobiety są w cnotach roztyłe.
O oczach praw, o kształcie nóg
i o zaletach ducha,
jak ją ogromnie nagrodził Bóg;
kobieta uwielbia kłamczucha.
Gdy szczerą prawdą wzruszysz się sam,
czułością cię dama otoczy,
lecz gdy coś zełżesz u raju bram,
nie ujrzysz szczęścia na oczy.
Streaky Bay, 14 października 1996
•